Arkadia, czyli moje pierwsze wspomnienia arcadowe
Nie jestem w stanie powiedzieć dokładnie, który to był rok, ale prawie na pewno między 1978, a 1980. Zaś miejsca dwa. W obu byłem z moim dziadkiem, dla którego byłem ukochanym, jedynym wnukiem. Rodzice mojego ojca mieszkali na ul. Zyblikiewicza1.
Stamtąd, rzut beretem na Plantach2 istniała przez wiele lat kawiarnia Zakopianka. Z tym że – zgodnie z faktami i tym, co podaje Wikipedia – było to wówczas miejsce z grami arkadowymi. Nie jestem przekonany, że to miało formę, aż salonu gier jak napisano w rzeczonej encyklopedii. Wydawało mi się, że automatów ustawiono zaledwie parę. Na pewno była jedna strzelecka arkadówka3. A do tego flipper. Oba urządzenia były raczej elektromechaniczne, czyli z licznikami bębnowymi – obrotowymi, jak w ówczesnych kasach sklepowych. Jednak czy więcej? Nie jestem w stanie sobie tego przypomnieć.
Obecny (luty 2025), jak widać smutny, stan Cafe Zakopianka (ul. św. Marka 34a). Foto ŁDz. Cafe Gallery Zakopianka została zamknięta w 2020 r. Więcej w artykule „Gazety Krakowskiej”.
Ponadto na zewnątrz (częściowo wewnątrz) było coś wyjątkowego: otóż pod istniejącym przy budynku kawiarni portykiem4, był przejazd autkami w gabinecie strachu. Działało to tak – wsiadało się do „samochodzików”, które przesuwały się prawdopodobnie na szynach i wjeżdżało do korytarza, gdzie straszyło… Przynajmniej tak to zapamiętałem. Oto co mi powiedział pionier arkadowy Krzysztof Janarek w dwuczęściowym wywiadzie dla miesięcznika „PSX Extreme” w 2019 r., który miał salon gier na Rynku Głównym: „W Krakowie działał już wtedy mały salon w budynku dawnej kawiarni Zakopianka na Plantach. Należał on do Adama Brańki, dosłownie parę miesięcy wcześniej przede mną go otworzył. Ja zacząłem jesienią 1972 r.”5 Pana Brańkę poznałem (niestety chyba już nie żyje), a nie zapytałem go o ten lokal, rozmawialiśmy o zapewne nieco późniejszym i znacznie sławniejszym na Grodzkiej6. Nie można mieć za bardzo zaufania do pamięci dziecięcej, zwłaszcza po tylu latach. Zapytałem więc na krakowskich grupach na Facebooku. Pewien użytkownik potwierdził, że było więcej maszyn, w tym automat koszykarski i jakieś prymitywne wyścigi (ale już wideo, a jeśli tak, to później raczej). Inny, że już wcześniej była tam kawiarnia z szafą grającą7.
Adam Brańka przed wejściem do bramy (na obecnej ul. Grodzkiej 60), gdzie działał jego salon (nazwana oryginalnie salą ; ). Zdjęcie dzięki uprzejmości innego krakowskiego salonowca Stanisława Perka, którego pan Brańka był klientem, a potem wspólnikiem.
Krzysztof Janarek, przed Kamienicą Pod Kanarkiem, gdzie miał swój sławny salon. Bywałem tam, ale raczej dopiero gdzieś od połowy lat 80. Foto własne autora z 2021 r. na potrzeby wywiadu dla „PSX Extreme”.
Za to na pewno salon już pełną gębą działał w drugą stronę – na ul. Krakowskiej, czyli na Kazimierzu. I tam również były autka, tylko całkiem inne. Ale po kolei. Na tejże ulicy, dużej i dość ważnej, choć wtedy to był obraz nędzy i rozpaczy, mój rzeczony dziadek miał zakład napraw RTV8. Nieco dalej od centrum na Krakowskiej, a więc w kierunku Podgórza, była między kamienicami wolna działka. Na niej stał barak i było nieco zieleni (czy raczej „zieleni”); taki niby to park. Dość, że w owym parterowym budyneczku działał prawdziwy salon gier. Wydaje mi się, że tam zobaczyłem, po raz pierwszy gry wideo (oczywiście arcade). Coś mi świta, że to mógł być „Asteroids” (Atari, 1978 r.). W tym miejscu jestem pewien tylko jednej gry – automatu flipperowego. A to ze względu na tematykę, bo były to… dinozaury! Tak, uwielbiałem je „before it was cool”! Bez trudu dotarłem do tego, iż był to pinball produkcji Bally z 1971 r. (o rok starszy ode mnie) pt. „Four Million B.C.”. Ciekawe czy działały w nim zsuwające się łapki (czyli tzw. zipper flippers – efemeryczny pomysł). Oczywiście nie miałem pojęcia, kim jest jego projektant. Zresztą, jakie to miało znaczenie? Grunt, że były dinozaury! Stosunkowo niedawno dowiedziałem się, iż za projekt odpowiadał Ted Zale, czyli Tadeusz Zalewski9! Pamiętam, że grałem na tej maszynie, czy raczej usiłowałem, a jakiś starszy chłopak pochwalił mnie przy dziadku. Dziadek był dumny, ja też. Parę lat później w tym miejscu grałem na flipperze, który nie bardzo rozumiałem. Była to hybryda flippera, tylko znacznie mniejszego, z grą wideo (w części pionowej). Zwał się „Baby Pac-Man” (Bally, 1982 r.)10. A koło budynku z salonem jeździło się małymi jednoosobowymi autkami po drewnianej platformie. Jazda była na czas, za chyba 5 zł – tych „złotych”, czyli mosiężna.
„Baby Pac-Man” prod. Bally z 1982 r. Jedyne w swoim rodzaju połączenie pinballa i gry wideo.
Flipper „Four Million B.C.” z 1971 r. prod. Bally. Projekt Teda Zale’a czyli Tadeusza Zalewskiego!
W tym miejscu na ul. Krakowskiej (obecnie nr 28) była wolna przestrzeń, gdzie na przełomie lat 70. i 80. stał barak, a w nim salon gier.
Kolejne miejsce z automatami jakie pamiętam, pamiętam przez mgłę i raczej nie dano mi możliwości tam zagrać. A było to w 1980 r. w… Afryce! A konkretnie w hiszpańskiej Ceucie. Otóż pojechaliśmy z rodzicami i ciotką polonezem11. To była prawdziwa wyprawa: waluty, weki, wizy itd. Dotarliśmy aż do owej hiszpańskiej enklawy, gdzie mgliście pamiętam salon gier na otwartym powietrzu, chyba pod dachem jedynie – feeria świecących monitorów, odgłosów i muzyki oraz kupa krzyczącej dzieciarni. Jak napisałem, nie pograłem, za to uprosiłem rodziców o czołg (na targu został chyba nabyty). I to jaki – marki Matchbox12, z ruchomą wieżyczką i wojakiem w niej, którym też można było obracać oraz z podnoszoną lufą! Takich chyba nie było w nawet Pewexie. Gąsienice też były ruchome i do tego ściągane. Zrobiono go mniej więcej w skali tych malutkich żołnierzyków (1:72) podrabianych (przez prywaciarzy i spółdzielnie pracy) jakże wtedy popularnych. Cóż z tego, skoro wracając, w Wiedniu zobaczyłem w witrynie sklepu, gdzie był zestaw: Wielka Trójka, a do tego Hitler, de Gaulle itp.13. Wątpię, bym naciągnął rodziców na ten super zestaw, niemniej – tak czy siak – sklep był nieczynny. Pięć lat później polecieliśmy do USA. Tam grałem na arkadówkach nawet w salonie! Jednak co ważniejsze, wtedy być może po raz pierwszy zetknąłem się z grami wideo nie arcade. A przynajmniej wcześniej nie pamiętam.
Moneta 5 zł – tych „złotych”, czyli mosiężna.
Taki lub bardzo podobny czołg przywiozłem sobie z Afryki. Kto żył wtedy, to wie co to było!
Łukasz Dziatkiewicz
Autor jest dziennikarzem niezależnym, miłośnikiem flipperów i innych automatów arcade, starych gier wideo i bilardu oraz retro. Jest przypuszczalnie jedynym polskim kolekcjonerem bilardowych artefaktów. Zbiera także artefakty z pozostałych wymienionych tematów. Pełni funkcję prezesa Polskiego Stowarzyszenia Flipperowego.
1 Wtedy to była ul. Bitwy pod Lenino. Obecnie znów, czyli jak w latach 1881–1953 ku czci prezydenta Krakowa Mikołaja Zyblikiewicza. Do Rynku Głównego jest stamtąd parę minut pieszo.
2 „Planty Krakowskie, Planty – zabytkowy park miejski w Krakowie otaczający Stare Miasto. Został założony w latach 1822–1830; ma powierzchnię 21 ha i ok. 4 km długości” (z Wikipedii).
3 Po angielsku to shooting game lub rifle, w Polsce się mówiło strzelawki albo strzelnice, mi się o obiła o uszy nazwa prostsza – po prostu strzelba. Historia tych automatów sięga przełomu wieku XIX i XX! W budynku Zakopianki był albo automat westernowy, albo z I wojny. Może oba. Oto wideo pokazujące jak tego typu automat działa. Bywały dwuosobowe (wideo).
Przykład maszyny arcade typu rifle – ta jest produkcji Chicago Coin Machine Co z 1976 r. Firma ta w latach 1932-1977, wyprodukowała wiele, bo ponad 1800 automatów, w tym właśnie takie strzeleckie, niemniej zasłynęła przede wszystkim z flipperów. Wideoarkadówek wiele nie wypuściła. Na samym początku były to klony „Ponga”, za co Chicago Coin Machine znalazło wśród firm pozwanych przez firmę Magnavox za kopiowanie rozwiązań z konsoli Magnavox Odyssey (1972). Nie chodziło o samego „Ponga”, (chociaż go kopiowała grami z 1973 r. „TV Ping Pong” i „TV Tennis”), co pomysł gier wideo jako takich. W 1977 r. ta kompania arcadowa wyprodukowała ostatnie dwa pinballe oraz dwuosobowe wyścigi wideogrowe „Demolition Derby”.
4 Czyli taką zadaszoną przestrzenią, w tym przypadku częściowo na wolnym powietrzu.
5 Chodzi o duży salon gier na krakowskim Rynku Głównym, pod numerem 24, czyli w Kamienica Pod Kanarkiem (link do hasła o niej w Wikipedii oraz Zabytek.pl). Salon działał w piwnicy oficyny, nad nim był sklep muzyczny, w którym działało tzw. studio nagrań, czyli przegrywanie płyt na kasety magnetofonowe.
6 Tzw. Klub Pod Słoneczkiem – Sala Gier. Sala, nie salon!
7 To miejsce miało i później swoją flipperową historię, co opisałem w wywiadzie na portalu tygodnika „Polityka”.
8 Potem przejął go ojciec, częściowo kontynuując (okresem eldorado był zwłaszcza czas montaży płytek z system PAL do naszych telewizorów z SECAMEM, aby był kolor podczas oglądania filmów z kaset VHS), ale okresowo zmieniając: z mamą prowadzili tam m.in. sklep lampy i wózki, a później komis odzieżowy, w którym sprzedawali także nowe ubrania importowane z Zachodu.
9 Jeszcze jeden superważny Polak w tej branży – ludzie polskiego pochodzenia byli głównie projektantami flipperów (jak legendarny Steve Kordek). Zale zaprojektował ich prawie 80!
10 Ten automat jest obecnie na stanie FunHouse Katowice – Interaktywne Muzeum Flipperów i Gier Arcade.
11 Coś wtedy rodzicie mieli gorsze auto, bo wcześniej opla recorda z silnikiem mercedesa, a potem białego merca – tzw. beczkę ;).
12 Wydaje mi się, że w Polsce, zwłaszcza w sieci Pewex, dostępne były przede wszystkim autka Matchboxa. Raczej wątpię, aby pojawiły się w państwowej sprzedaży miniaturki wojskowe sił zachodnich (nawet z drugiej wojny światowej), nie mówiąc o III Rzeszy.
13 Z Wiednia zapamiętałem jeszcze… sklep mięsny pełny towaru!
